niedziela, 20 lipca 2014

Zamknięcie

Ponieważ poziom aktywności spadł niemal do zera, The Land of Pirates zostaje oficjalnie zamknięte z dniem 20.07.
ALE! Jego druga odsłona zostanie otwarta 10.08. na nowym adresie:

środa, 16 lipca 2014

Czekaj i nie uciekaj

 William Withe


osiemnaście lat|szczur okrętowy na statku-Latający Smok|  
W Port Royal od czterech lat


Powiązania|Historia|Ciekawostki

"Pos­taw przed sobą jeszcze większe wyz­wa­nia niż te, którym próbu­jesz spros­tać, a roz­wi­niesz zdol­ności ko­nie­czne do po­kona­nia praw­dzi­wych trudności. "

"Na­wet upał, jed­nym nie pot­ra­fi przeszkodzić,
aby dru­gie życie mogło się narodzić. "

____________

Przepraszma że na tej karcie jest tak mało,postanowiłam ze dodał historię Williama w innym postach za niedługo i chyba zdjęcie trochę nie pasuje...

piątek, 11 lipca 2014

***



Monita Martinez

dziewiętnaście lat  ||  kurtyzana  ||  w Port Royal od zawsze


Nikt nigdy nie pyta o jej historię, a ona nigdy jej nie opowiada. Nie ma w niej nic ciekawego. Jej matka pochodziła stąd, także była kurtyzaną, jej najnowszy klient był kapitanem jednego z pirackich okrętów i to właśnie on zabrał ją na morze. Piraci zaatakowali nie ten okręt co trzeba. Dobrze uzbrojeni Hiszpanie wymordowali wszystkich. Pozostawili przy życiu tylko młodą, przerażoną kurtyzanę. Zabrali ją ze sobą. Co dzień do jej niewielkiej celi przychodził bosman, niejaki Herman Martinez. Nie chodziło o to po co mężczyźni chodzą do kurtyzany. On z nią rozmawiał. tylko, albo i aż.
Nim dopłynęli do najbliższego portu zakochał się. Pomógł jej wrócić do Port Royal i zamieszkał tam wraz z nią. Jednak pieniądze po roku się skończyły, a na świecie pojawiła się maleńka Monita. Herman zaciągnął się więc na statek, jednak nigdy nie wrócił, ale młoda kobieta czekała na niego, naprawdę długo. Całymi dniami siedziała w oknie, lecz umarła nie doczekawszy się ukochanego. Niektórzy mówią że umarła z rozpaczy. Monita miała wówczas piętnaście lat.
Uratowała ją wtedy Betty Ross, przyjaciółka jej matki. Dała jej dach nad głową i pracę, którą rozpoczęła ledwie dwa lata po śmierci matki. Stała się kurtyzaną, tak jak ona. Liczyła na historię miłosną jak jej matki, tyle że z happy endem. Trafiła do kapitana jednego z pirackich statków. Pokochała go, jednak ten romans nie skończył się tak jak by tego pragnęła. Niektórzy mówią, że złamał jej serce, inni że przy nim zrozumiała jacy są mężczyźni. Jaka jest prawda? Monita ci raczej tego nie powie. W każdym razie efekt tego był taki że przestała marzyć, wyzbyła się złudzeń. Nie gardzi mężczyznami, nie nienawidzi ich. Na jej szacunek musi tak samo zapracować kobieta jak i mężczyzna. 
Monita traktuje swoją pracę jak każdą inną. Nie ma do niej zbyt emocjonalnego podejścia i to sprawia, że jest jedna z najlepszych. 
Twierdzi, że nie umie kochać.



A czymże jest praw­dzi­wa męskość, jeśli nie wy­mie­sza­nymi w od­po­wied­nich pro­por­cjach klasą i szaleństwem?

Kyle Dellrosa

Ponoć 27 lat | Ponoć syn pirata | Ponoć układy z diabłem
Zbyt wiele ponoć, zbyt mało faktów | Tak bardzo nie poznany
Sternik na pokładzie Smoka | Cud, że jeszcze nie wyleciał

Kyle nie jest osobą o której można coś powiedzieć, zbyt wiele chowa przed światem. Zniechęca do siebie ludzi, mało kto decyduje się na rozmowę z nim. Nie wiadomo czemu zaciągnął się do załogi Smoka, jak i nie wiadomo czemu kapitan Kerr w ogóle go toleruje. Dellrosa nie jest osobnikiem, którego można znieść. Ma bardzo ciężki charakter, ale posiada wiele przydatnych umiejętności. Jest naprawdę dobry jako sternik, wie co robić nawet w najgorszych sytuacjach na morzu.
Pyskaty, bezczelny, arogancki taki właśnie jest Kyle. Nigdy się nie zmieni, choćby miał postawić przeciwko sobie cały świat, każdego człowieka po kolei. Ważne jest, że może pływać...może przebywac na otwartych wodach. Z ręką opartą o ster, czuje, że ma więcej władzy nad swym losem niż będąc na lądzie z ludźmi, który chcą go pogrzebać żywcem.


_____________________________
Teraz tak krótko,
z czasem będzie więcej
Nie bójcie się go, on nie gryzie
Wszelkie wątki przyjmę
Powiązania również, nawet najdziwniejsze.

Konkurencję pewnie łatwiej zdobyć, niż twoje oczy.


Jin Soo
 przyszły lekarz 
przyszły mąż i ojciec.

Młody chińczyk, który opuścił Hong Kong by pływać na Latającym Smoku. 
Miał zostać lekarzem w lecznicy należącej do dziadka, Shan Soo. Od najmłodszych lat rodzice przygotowywali go do przejęcia rodzinnego majątku. Miał zostać kolejnym Soo, który podtrzyma tradycję, i będzie przykładnym obywatelem.
Kończąc dziewiętnaście lat, poznał swoją przyszłą żonę. Zręcznie wymigał się jednak od ślubu, powołując się na służbę wojskową. Szybko więc dał rodzicom do zrozumienia, że nie chce się żenić.
Gdy obraził rodzinę panny młodej, został wydziedziczony i wygnany. Matka ze łzami w oczach podarowała mu złoty łańcuszek, który miał sprzedać - Jin nie zrobił tego, nawet gdy od tygodni przymierał głodem. Zarabiał na siebie, lecząc innych. Chwytał się każdej roboty, która pozwoliła mu kupić coś do jedzenia.
Przez trzy lata mieszkał na ulicy. Kradł, handlował, zabijał - robił wszystko by przeżyć.
Zaciągnął się na Latającego Smoka kilka miesięcy temu. Jest szczurem okrętowym.
Będąc zwykłym szczurem nie wzbudza podejrzeń czy obaw, co raczej budzi w innych chęć manipulowania nim. Jin, znający prawa ulicy, nie da sobą pomiatać. Ale nie zabija bez potrzeby.
Jin jest spokojnym, dwudziestotrzyletnim mężczyzną. Nie szuka zaczepek i najlepszych kurtyzan w porcie. Ma swój własny, często abstrakcyjny, tok myślenia.

don't underestimate me.

Leah
24 lata ◦ Latający Smok

Jej prababka była uzdrowicielką. Tak samo babka, matka, wszystkie siostry. Przekazywały sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie, by z czasem stać się jednymi z najlepszych w fachu. To po nie przybiegano, kiedy nieznana choroba rozkładała człowieka, kiedy trzeba było wyciągnąć kogoś z rąk śmierci. Do czasu. W końcu przestały być potrzebne, a znachorskie metody, choć niesamowicie skuteczne, zostały uznane za nic nie warte, poczęły wzbudzać lęk. Tylko w nielicznych wioskach ktoś jeszcze pamiętał o rodzinie uzdrowicielek, jednak niesienie pomocy na tak niewielką skalę nie mogło przynieść żadnych korzyści, żadnych zysków, za które można by przeżyć.
         Wtedy młodziutka jeszcze Leah, z polecenia przyjaciela, trafiła na pierwszy statek. Mało kto pytał, co przynosiła ze sobą w buteleczkach, co miała pozawijane w starych szmatach, do czego służyły dziwnie powyginane ostrza. Ona zresztą bardzo rzadko odpowiadała. Nie wymagała wiele. Potrzebowała jedynie kilka miękkich szmat do spania oraz miejsca, gdzie mogłaby pracować. A swoje zadania wykonywała zawsze sumiennie, potrafiąc wyleczyć nawet najcięższe rany. Dlatego była cenną członkinią załogi, jednak na żadnym ze statków nie zostawała długo, chociaż proponowano jej wiele.
    Na Latającego Smoka trafiła niecałe dwa lata temu. Od tamtego momentu radzi sobie z najpaskudniejszymi obrażeniami, z najgroźniejszymi choróbskami. Nie wychyla się zbytnio, z szacunkiem odnosi się do wyższych rangą, wiedząc, że to ona jest tutaj dla załogi, nie zaś na odwrót, a każdy błąd może przypłacić życiem. 

[nie wyszło tak, jak chciałam.
kiedyś zmienię na pewno.
na razie witam.]

Some men just want to watch the world burn.


Freyvidr Hjalmarson
I tak częściej wołają "bosmanie". Przynajmniej ci, którzy muszą go znosić na "Latającym Smoku".
Prawie cztery dekady stąpa po tym okrutnym świecie, od ponad dwóch czyni go jeszcze gorszym.
Od dziesięciu lat na okręcie samego diabła, od pięciu jego prawa ręka.
Ten gorszy brat.
Trzydzieści siedem blizn po batach.



    Zwykły pirat. Pije, jeśli ma ochotę. Zabija, jeśli ma ochotę. Bierze kobietę, jeśli ma ochotę, a ochota owej kobiety nie ma wtedy nic do rzeczy. Choć woli, kiedy niewiasty same mu się oddają - nie chciałby znów mieć twarzy rozoranej paznokciami.
    Nie jest skomplikowanym człowiekiem, nawet jeśli nikt nigdy nie wie, co się knuje w tej jego głowie, kiedy znów gapi się nie wiadomo gdzie z tym swoim podłym uśmiechem. Większość załogi nie wie też, o co chodzi, kiedy wrzeszczy bez celu po norwesku, a chodzi głównie o to, że zasób angielskich przekleństw szybko mu się wyczerpuje.
    Załogę ogółem szanuje, głównie dlatego, że ciężko jest znaleźć takich, co wytrzymają na służbie u Kerr'a dłużej niż rok. Czasem potraktuje kogoś batem, czasem zwymyśla jego rodzinę cztery pokolenia wstecz... nic kreatywnego.
    Chociaż dobrze wydaje rozkazy, świetnie zarządza załogą i niemal czyta kapitanowi w myślach, to egzekucje są jego specjalnością. Uważnie dba o to, aby żaden wyrok nie powtórzył się dwa razy. W końcu każdej załodze przyda się jakieś dobre widowisko!

    Choć w oczach ma lód, ogień jest jego największą miłością.
    Piromańsko-niszczycielskie zamiłowania odkrył w sobie, kiedy po raz pierwszy zobaczył wybuch z armaty i płonące drzazgi wystrzeliwujące z burty trafionego okrętu.
    Eksperymentów z materiałami wybuchowymi nie zaprzestał nawet wtedy, kiedy po pechowym incydencie z pewnym moździerzem przestał słyszeć na jedno ucho.

    Mity, które opowiadano mu w dzieciństwie, wciąż siedzą w jego głowie. Nieustannie wierzy, że czuwają nad nim uważne oczy bogów. Cierpliwie czeka na moment, w którym znudzą się utrzymywaniem go przy życiu i podczas któregoś abordażu skierują w jego stronę pocisk wroga.
______________
 Travis Fimmel na gifie i zdjęciu w "Historii [...]".
Cytat z filmu "The dark knight", choć i tak bardziej znany jest z memów ; D
Karta była poddana ocenie kapitana, jakby ktoś pytał ; )  Jeżeli macie jakieś zastrzeżenia, widzicie błędy ortograficzne/stylistyczne/rzeczowe, to piszcie, proszę, coby jak najkrócej widziały one światło dzienne.
Przykrywam kartę Yesseni, ale jest to moja postać, więc myślę, że nie jest to żaden problem ; ) 
 

W ręku widnokręgi, we łbie pożar morza.

 
Yessenia Maricruz
Szkutnik bez stoczni
Wieczna tułaczka, od statku na statek.
Córka szkutnika, wnuczka szkutnika, prawnuczka szkutnika.
Zrobi wszystko, by dorównać swoim poprzednikom. Samodoskonalenie to dla niej sprawa życia i śmierci.
Woli statki, niż ludzi, którzy na nich pływają.
Gdzie ona, tam Wasilij - największy wilk morski wśród karaibskich kotów.

   Sprzedaje swą wiedzę i projekty swych okrętów tym, którzy nie tylko są gotowi zapłacić więcej, ale też pomóc jej w zemście i odzyskaniu majątku.
   Desperacko poszukuje wysepki, na której jej pradziadek ukrył wskazówki do wybudowania okrętu godnego samego Odyna.





   Jej rodzinna stocznia, znajdująca się w niewielkiej zatoce kilka kilometrów od Port Royal, została skonfiskowana przez flotę angielską po tym, jak jej ojciec odmówił wykonania dziesięciu identycznych fregat wojennych, twierdząc iż jego zakład to pracownia artysty, miejsce powstawania niepowtarzalnych, pływających dzieł sztuki, a nie fabryka klonów.
   Początkujący admirał Greenlaw, niezwykle zażarty wróg bezprawia, uznał tą odpowiedź za niezwykle sprzyjającą, gdyż od dłuższego czasu pan Sal Flavio wzbudzał jego podejrzenia. Krążyły pogłoski o jego konszachtach z piratami i wrogimi flotami. Jednak brak konkretnych dowodów nie dawał możliwości przyskrzynienia zuchwałego szkutnika. Teraz jednak z łatwością mógł go posądzić o zdradę stanu.
   Yessenia wiedziała, że jej ojciec nie da się tak łatwo pokonać. Z pomocą przyjaciół udało mu się zwiać z celi i na zawsze zniknąć z oczu swych oskarżycieli. Listy gończe z jego podobizną zdobiły kilkanaście karaibskich portów, wiedział więc, że prawdopodobnie nigdy nie powróci w te strony. Przekazał więc pałeczkę swej córce, która już więcej o nim nie usłyszała.

***



   Mężczyźni z jej rodziny zawsze czuli pociąg do niezwykłych kobiet. Jej pradziadek oddał serce ciemnoskórej uciekinierce z targu niewolników, prowadzącej partyzancką grupę walki o wolność. Dziadek poddał się szamance z plemienia Innu, zaś ojciec wdał się w romans z pewną zuchwałą panią kapitan, rabującą karaibskie wody. To właśnie ona została matką spadkobierczyni jego geniuszu.
  Jest jedynym wychowanym przez niego dzieckiem, jednak ma niemalże całkowitą pewność, że nie jedynym, które spłodził.



***

   Choć sama nie wie, czy może się nazwać piratem, czy jeszcze nie, z pewnością wygląda na takowego. Ubrania smagane słoną wodą i morskim wiatrem, skóra spalona słońcem. Blizny po tych, czy tamtych potyczkach, tatuaże dla przyciągania zdegustowanych spojrzeń tej porządnej części świata. Włosy, które dawno nie widziały grzebienia, dłonie zdarte od lin i ubabrane inkaustem.

    Nie jest dobrą dziewczyną. Nie jest też złą. Ma po prostu swój cel i nie baczy na to, czy zszarga swą moralność.
   Czasem trochę za bardzo się rządzi. Zostało jej to jeszcze z czasów, kiedy w szkutni ojca wszyscy ją szanowali. O tak, nie tęskno jej do wygód i bezpieczeństwa. Tęskno jej do władzy.





Żyjemy tutaj wewnątrz wielkiej beczki z prochem
Na śniadanie jemy strach i zagrożenie
Świat patrzy na nas swoim chłodnym wzrokiem
Który pierwszy z nas zapali lont
Kto pierwszy ciśnie kamieniem?





__________
Cytaty - Pidżama Porno
Niezbyt klimatycznie, no ale.

Ahoj.
Może kiedyś, kiedyś w odległej  przyszłości (czyli pewnie nigdy) spróbuję zrobić z tej karty coś ciekawszego. 
Mam nadzieję, że Yessenia w miarę znośna.
Wątki, wątki, zapraszam! ; D

edit - 17.06.2014 - zmiana wizerunku - Gertrude Simmons Bonnin
 
11.07.2014 - Nie będę się zanadto tłumaczyć, spotkało mnie to co spotyka mnie zawsze, czyli słomiany zapał. Ale wracam, bo blog z sumienną administracją i chociaż kilkoma sumiennymi autorami to rzecz cenna i zachęcająca do działania ; )

I like you begging. Do it again.

Anamaria Quesada
Latający Smok | Ogniomistrz | 28 lat wśród żywych | 8 lat na morzu

Wnuczka oficera floty hiszpańskiej – Tomasa Quesady oraz francuskiej kurtyzany, którą wyrwał z burdelu i poślubił – Aveline Blanc. Córka byłego artylerzysty Latającego Smoka – Hectora Quesady i porządnej brytyjskiej panny – Vivian Moonheart. Urodzona i wychowana w Porcie Royal przez dziadków i matkę.
Dorastała w domu, w którym nie brakowało niczego – oprócz ojca, który rzadko wracał z długich rejsów do niej i matki. Mimo wszystko kochał ponad życie swoje dwie perełki i dzielił się z nimi wszystkim, co tylko miał. Anamaria dostała wykształcenie od oczytanej Vivian. Od Hectora zaś otrzymała zamiłowanie do morza. Aby móc po nim pływać, kupił jej niewielką łódkę. Może i było to nic przy wielkich statkach, lecz została obdarzona większą miłością niż jakakolwiek rzecz kiedykolwiek. Kiedyś swoją dziecięcą rączką namalowała na niej napis ‘Dolly’. Czekała zawsze z niecierpliwością na powrót taty, by móc wypłynąć w morze i poczuć się jak prawdziwy korsarz.
Gdy miała ledwie lat siedemnaście, w Porcie Royal znalazł się jeden samotny żołnierz z Hiszpanii, Antonello Zaragoza, który zdobył młode serce porywczej wtedy dziewczyny. Nie widziała poza nim świata, nie obchodziła jej jego niejasna historia, planowała już od razu ślub, a nawet imiona przyszłych dzieci, na co Antonello jedynie przytakiwał z uśmiechem. Spędził z nią kilka miesięcy, dając jej złudne nadzieje, składając obietnice bez pokrycia i wykorzystując ją. Pewnego dnia zniknął razem z Dolly i więcej go już nie zobaczyła.
Gdy miała lat dwadzieścia, ojciec zszedł z Latającego Smoka na ląd po raz ostatni – na jednej nodze. Podczas rejsu miał poważny wypadek i nie był w stanie dalej służyć na pokładzie. W zamian za siebie zaoferował kapitanowi swoją jedyną córkę. Wątpliwa była jej wiedza i umiejętności, a każda rozmowa ojca z posiadaczem statku odbywała się poza jej plecami – w końcu wypłynęła w morze, lecz była to jedynie próba, którą zdała na stopień „może być, ale przyłóż się bardziej, jeśli nie chcesz nas posłać na dno”. Anamaria wzięła sobie do serca słowa kapitana i jak głupia pracowała nad sobą, aby być co najmniej taka jak ojciec.
Pływa już na Latającym Smoku ósmy rok. Przystosowała się szybko do życia wśród pirackich psów. Kilkoro z nich zapamiętało boleśnie, iż znać powinni swoje miejsce, a brudne łapy spragnione kobiecego ciała trzymać precz przy sobie. Anamaria jest w stanie grozić bronią, jeśli zajdzie taka potrzeba, poszarpać lub zdrowo przyłożyć, ale i tak kocha te krzywe mordy, z którymi jest jej dane podbijać Karaiby. Chętnie uczestniczy w zabawach i bijatykach, pija z nimi rum i śpiewa szanty. Na pokładzie jest jednak jedna osoba, która budzi w niej respekt – kapitan. Każdy jego rozkaz jest dla niej świętością, nawet jeśli czasem uważa go za dziwny. Patrzy krzywo na lgnące do niego panienki, które najwidoczniej liczą na to, iż wkupią się w jego łaski i rozkochają go. Chociaż dobrze go nie zna, wie, że to niemożliwe, a każda, która się łudzi, jest skończoną kretynką, która zasłużyła w stu procentach na swój los naiwnej gąski (żeby nie określić tego brutalniej).
Nie przebiera w słowach, nie obchodzi jej, czy coś ci się nie spodoba czy też nie, szczera do bólu, nie obiecuje nic, czego nie jest w stanie spełnić. Zniszczyłaby każdy statek, na którym pływa chociaż jeden hiszpański żołnierz. Porozmawia nawet z byle szczurem okrętowym, byleby sobie za bardzo nie pozwalał. Nigdy nie zakochała się ponownie i zwątpiła w istnienie miłości. Jeśli miałaby z kimś już spędzić noc, to z osobą, której nie kocha. Lecz na szczęście nigdy do czegoś takiego się nie posunęła.

FC: Zoe Saldana
Poprzednie karty: 1, 2.
Druga postać: Rosa Williams

czwartek, 10 lipca 2014

...

Czy słyszysz ten głos dochodzący od strony portu? Wabi Cię swoim urokiem. W pobliżu nie ma nikogo, więc bez przeszkód możesz oddać się rozkosznemu nasłuchiwaniu. Ale to Ci nie wystarcza. Podejdź bliżej. Nie obawiaj się,  nie ma w tym prawie niczego złego. Śpiew staje się coraz donośniejszy i w końcu widzisz osobę, która wydaje tak miłe dla ucha dźwięki. Muszę się zbliżyć jeszcze trochę – myślisz. Podchodzisz do kobiety, która do połowy zanurzona w wodzie zdaje się Ciebie nie widzieć. I chociaż na ulicy nie zwróciłbyś uwagi na kobietę tej urody, teraz wydaje Ci się ona niezwykle atrakcyjna. Znajdujesz się już wystarczająco blisko, aby jej dotknąć. Wystarczy wyciągnąć rękę. I nagle czujesz przerażający ból. 


Ginewra

Zmniejszająca się liczba głupców przybywających do zatoki zmusiła ją do częstych wędrówek w poszukiwaniu pożywienia. Na pokładach statków, napotkanych podczas drogi, znalazło się wiele łakomych kąsków, które pozwoliły tymczasowo zaspokoić lub niekiedy jedynie stłumić głód. Przemierzając głębiny morskie, natknęła się na niezwykle duże skupisko ludności. Mimo że początkowo instynkt nakazywał jej natychmiastową napaść w celu uzyskania mięsa, to ostatecznie zdołała się opanować. Od pierwszego ujrzenia Portu Royal, którego nazwę  zbiegiem okoliczności usłyszała podczas rozmowy miejscowych, przypływa tutaj bezustannie. Przede wszystkim wraca do tego miejsca, aby uciszyć łaknienie. Jednak to nie jest jej jedyny cel.

Ludzie od zawsze byli dla niej bezwartościowymi istotami, którymi z łatwością można manipulować. Odwiecznie dają się zwodzić. Szczególnie łatwowierni są ci mężczyźni, którzy bez trudu pozwalają się mamić w oczekiwaniu na przygodną zabawę. W każdym razie ich rozczarowanie nie trwa długo. Nie ma wątpliwości, że Ginewra uważa się za lepszą od nich wszystkich. Jednak od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzała ludzi wykonujących przeróżne czynności na lądzie, po nasyceniu głodu, z zaciekawieniem przypatruje się ich zachowaniom  i zwyczajom. Pomimo że do większości rzeczy podchodzi obojętnie, to dosyć polubiła obserwowanie tych stworzeń. 
...
Dzień dobry! Serdecznie zapraszam wszystkich chętnych do wątków. ^^

środa, 9 lipca 2014

"Nie ma to jak trochę czasu na lądzie..."

"... Wszystko czego mi trzeba to butelczyna grogu i chętna dziewka na kolanie!"


Morgan Kerr
|| 43 lata || Greenock, Szkocja || "Red Morgan" || Ponad 25 lat na morzu ||

Kapitan Latającego Smoka

    Niejedno serce truchleje na widok przerażającego, czarnego statku przebijającego się przez dzikie i nieokiełznane fale. Niewielu ma odwagę choćby spojrzeć w kierunku atramentowych żagli i bandery oznaczonej trupim wzorem. Przybycie tej przeklętej łajby jest jak zwiastun śmierci lub nieprzyjemna obietnica srogiego bólu.
    Mało kto będzie śmiał wypowiedzieć imię tego, który dowodzi na pirackim statku żelazną ręką już od tak wielu lat.

Morgan Kerr.

Krwawy Morgan.

Samozwańczy zdobywca Karaibów.


|| HISTORIA ||
|| PROPOZYCJE WĄTKÓW ||
|| POWIĄZANIA ||

____________________________________________________________________
[KARTA UMIESZCZANA JESZCZE RAZ - Przepraszam za zastój, komu mam odpisać, odpiszę, nawet zaraz siądę. Raz jeszcze przepraszam.

Witam wszystkich bardzo serdecznie z Morganem Kerr, kapitanem Latającego Smoka!
Z góry ostrzegam, iż Morgan jest dość ciężką oraz brutalną postacią i nie będę ułagadzać jego charakteru w wątkach (póki co).
Mimo wszystko serdecznie zapraszam do wątków i powiązań!
Cytat: Baldur's Gate 2
Wizerunek: Toby Stephens (Black Sails)]
AKTUALIZACJE:
4.06.14 - "Latający Smok"

czwartek, 26 czerwca 2014

Karczma Kier - Margaret.

Wszyscy znają już Szkieleta
Pana oceanów, ojca Śmierci.
Wszyscy boją się Szkieleta
Pożeracza dusz, zjadacza ludzkich serc.

Ten co pływa ze Śmiercią
Przelewa krew, barwiąc ocean czerwienią

Yo ho, schowaj się pod łóżkiem, dziecinko
Szkielet czuje Twój strach.
Yo ho, on kontroluje Twe sny
Niczym zły czarodziej

Pijmy rum, bracia piraci
Pijmy, to doda nam odwagi
By stanąć twarzą w twarz ze Szkieletem

On śmieje się z Anglików i Hiszpan
On wyrżnie wszystkich, dając wolność nam.
Na niego czeka Pan Piekieł
Sprzedał duszę za kufer złota

Nie patrzcie mu w oczy, piraci
Przyniesie wam to zgubę i nieszczęście.
Wszyscy razem, pijmy na cześć Szkieleta
On stanie się naszą historią.

Yo ho, on zgwałci Twoją córkę
Yo ho, on uwiedzie Twoją żonę
I poderżnie Ci gardło.





Statek przybił do brzegu, niosąc ze sobą załogę parszywych piratów. Byli pijani, a w rękach dzierżyli broń. Ostrza błyszczały, odbijając światło słoneczne.
Na ich czele szedł Szkielet. Był to starszy mężczyzna o czarnych dredach, podtrzymywanych żółtą chustą na głowie. Nosił ciemną, krótką brodę – z warkoczykami – i wąsy. Ubierał się jak prawdziwy pirat; pod szatami perfekcyjnie chował broń. Sam wygląd Szkieleta przyprawiał o dreszcze.
Mówiono o nim, że to sam diabeł, że zabiera ludziom dusze. Ale plotki nigdy nie zostały potwierdzone, ani nie uzyskały otwartego zaprzeczenia.
Kapitan statku Death rzadko schodził na ląd, a jego wizyta w porcie wzbudzała duże zainteresowanie wśród miejscowej ludności. Był jak dzisiejsza gwiazda filmowa.
Uśmiechnął się pod nosem. Nie był to zwykły uśmiech – wargi mężczyzny ułożyły się w grymas podobny do żarłocznych syren, które próbują uwieść marynarza.
W porcie odbywał się festyn. A to dobra okazja by się upić i zerżnąć jakąś dziewkę w gospodzie. Ucieszone pirackie gęby parły naprzód za kapitanem, który ruszył do karczmy.
Karczma Kier była jedynym w okolicy azylem dla piratów. To tutaj szukano załogi, to tutaj opowiadano o życiu i pirackich przygodach. Barman – Brachan Nivard – z poświęceniem życia strzegł kamratów, których skazano na śmierć przez szubienicę.
Szubienica była najczęstszym rodzajem śmierci pirata. Wyrok wykonywano publicznie wśród licznej publiczności. Potem truchło nieszczęśnika wisiało w porcie przez trzy tygodnie. Była to przestroga dla żyjących zbrodniarzy.
Gdy załoga Szkieleta weszła do środka, wrzawa ucichła. Zrobiło się niebywale cicho, tylko barman Brachan nie zwrócił większej uwagi na obecność piratów w lokalu. Z kapitanem Szkieletem znał się już kilka lat, i szczerze go szanował.
-Co podać ? - zapytał gdy pirat stanął przy barze z typowym dla siebie, wężowatym uśmieszkiem.
-Rum, drogi przyjacielu, rum. 
Czyż odpowiedź nie była oczywista ? Szkielet od kilkunastu lat wlewał w siebie ten mętny, piracki alkohol. Lubił czuć posmak rumu na języku. 
Zajął miejsce przy stoliku w kącie. Nie chciał za bardzo rzucać się w oczy - ale na to było już chyba za późno, bo wszystkie spojrzenia wodziły za Szkieletem odkąd stanął w progu karczmy. Nie przeszkadzało mu to jednak, a tylko bawiło. 
Z kieszeni płaszcza wyciągnął cygaro. Nie palił często, ale gdy był na lądzie, jakaś siła ciągnęła go by zaciągnął się toksycznym dymem, który niszczy płuca. 
Rozejrzał się po karczmie, szukając dla siebie dziewki. Jego chłopcy już dawno obracali tutejsze dziewczęta, składając im obietnice bez pokrycia. Głupie gęsi nie wiedziały, że zostaną wykorzystane i porzucone już jutro nad ranem. Cieszyły się z zainteresowania ludzi morza.
Paląc cygaro, obserwował wszystko z wrodzoną dokładnością. Gęsty dym delikatnie drażnił jego nozdrza, i sprawił, że musiał zmrużyć oczy. Naciągnął kapelusz na twarz, gdy ujrzał przy boku Brachana ładną, rudowłosą kobietę. Mogła mieć zaledwie piętnaście lat.
Ruszała się z gracją, przyjmując zamówienia od napalonych mężczyzn. Szkielet wypuścił spomiędzy warg kilka dymnych kółeczek, wodząc wzrokiem za dziewczyną. Miała na sobie zwiewną sukienkę, która była za duża i ukrywała kobiece walory. Oblizał dolną wargę językiem.
Gdy pojawiła się przy jego stoliku, obdarzył ją spokojnym spojrzeniem czarnych oczu. Miała ładną, okrągłą twarzyczkę. Na nosie zauważył kilka wyblakłych piegów.
-Pan Brachan powiedział, żeście zamówili rum.  - postawiła na stoliku pełną butelkę rumu i kufel. Uśmiechnęła się, a gdy chciała odejść, Szkielet złapał jej nadgarstek.
-Jak się nazywasz, ptaszyno ? - zapytał. Czuł pod palcami delikatną, i gładką skórę dziewczyny.
-Margaret.
Margaret była córką biednego kowala i służki. Mieszkała w małym, słomianym domku, daleko od portu, ale musiała pracować tutaj, w Kier, by pomóc finansowo ukochanym rodzicom. Chodziła więc, w dzień w dzień po dwadzieścia kilometrów po to tylko by otrzymać kilka nędznych groszy.
-Piękne imię. - szepnął.
Nie musiał długo karmić dziewczynę czułymi słówkami, co go niezmiernie cieszyło. Widział, jak na niego patrzyła, jak posyłała w jego stronę ten uroczy, niewinny uśmieszek, świadczący tylko o tym, że zdobył jej serce.
Gdy Margaret skończyła pracę, Szkielet postanowił zabrać małolatę do pobliskiej gospody. Chciał tylko jej ciała, nie patrząc na to, że tym samym zabierze jej coś cennego. Coś co powinna ofiarować mężowi. Szkielet jednak nie przejmował się takimi drobnostkami, i gdy podwijał jej suknię do góry, uśmiechał się niczym morska hybryda.
Młoda, niedoświadczona Margaret oddawała się pieszczotą pirata. Wierzyła, że teraz Szkielet się nią zaopiekuje, że da jej schronienie w swoich silnych ramionach. Była naiwna, bo gdy już skończył, ubrał się i wyszedł. Próbowała go zatrzymać.
-I co teraz ? - zapytała cicho.
-Nic. Wracaj do domu.
-Ale, co mam powiedzieć rodzicom ?
-Margaret, ptaszku, nie obchodzi mnie to. Możesz im powiedzieć, że od teraz będziesz dziwką.
W jej oczach pojawiły się łzy. Podciągnęła nosem i otoczyła się ramionami, jakby chciała jeszcze przez chwilę utrzymać na sobie zapach pirata.
Szkielet odpłynął następnego dnia rano. Załoga Śmierci odzyskała siłę i wigor, a zapasy uzupełniono na co najmniej sześć miesięcy. Piraci wymieniali się swoimi uniesieniami z poprzedniej nocy. Każda kolejna wypowiedź była pikantniejsza od poprzedniej.
Kapitan słuchał swoich ludzi z lekkim uśmieszkiem. Nie mógł zaprzeczyć, że dobrze się bawił gdy piraci chwalili się swoimi partnerkami, zupełnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

[No tak, postanowiłam trochę ubarwić kartkę Szkieleta, i napisał o nim zbiór jednopartówek. :) Może to i beznadziejny pomysł, sama nie wiem, ale uważam, że taki zabieg bardziej ożywi mojego pirata. ]

piątek, 20 czerwca 2014

And there are storms we cannot weather


Anamaria Quesada
Latający Smok | Ogniomistrz | 28 lat wśród żywych | 8 lat na morzu
Powiązania

Wnuczka oficera floty hiszpańskiej – Tomasa Quesady oraz francuskiej kurtyzany, którą wyrwał z burdelu i poślubił – Aveline Blanc. Córka byłego artylerzysty Latającego Smoka – Hectora Quesady i porządnej brytyjskiej panny – Vivian Moonheart. Urodzona i wychowana w Porcie Royal przez dziadków i matkę.
Dorastała w domu, w którym nie brakowało niczego – oprócz ojca, który rzadko wracał z długich rejsów do niej i matki. Mimo wszystko kochał ponad życie swoje dwie perełki i dzielił się z nimi wszystkim, co tylko miał. Anamaria dostała wykształcenie od oczytanej Vivian. Od Hectora zaś otrzymała zamiłowanie do morza. Aby móc po nim pływać, kupił jej niewielką łódkę. Może i było to nic przy wielkich statkach, lecz została obdarzona większą miłością niż jakakolwiek rzecz kiedykolwiek. Kiedyś swoją dziecięcą rączką namalowała na niej napis ‘Dolly’. Czekała zawsze z niecierpliwością na powrót taty, by móc wypłynąć w morze i poczuć się jak prawdziwy korsarz.
Gdy miała ledwie lat siedemnaście, w Porcie Royal znalazł się jeden samotny żołnierz z Hiszpanii, Antonello Zaragoza, który zdobył młode serce porywczej wtedy dziewczyny. Nie widziała poza nim świata, nie obchodziła jej jego niejasna historia, planowała już od razu ślub, a nawet imiona przyszłych dzieci, na co Antonello jedynie przytakiwał z uśmiechem. Spędził z nią kilka miesięcy, dając jej złudne nadzieje, składając obietnice bez pokrycia i wykorzystując ją. Pewnego dnia zniknął razem z Dolly i więcej go już nie zobaczyła.
Gdy miała lat dwadzieścia, ojciec zszedł z Latającego Smoka na ląd po raz ostatni – na jednej nodze. Podczas rejsu miał poważny wypadek i nie był w stanie dalej służyć na pokładzie. W zamian za siebie zaoferował kapitanowi swoją jedyną córkę. Wątpliwa była jej wiedza i umiejętności, a każda rozmowa ojca z posiadaczem statku odbywała się poza jej plecami – w końcu wypłynęła w morze, lecz była to jedynie próba, którą zdała na stopień „może być, ale przyłóż się bardziej, jeśli nie chcesz nas posłać na dno”. Anamaria wzięła sobie do serca słowa kapitana i jak głupia pracowała nad sobą, aby być co najmniej taka jak ojciec.
Pływa już na Latającym Smoku ósmy rok. Przystosowała się szybko do życia wśród pirackich psów. Kilkoro z nich zapamiętało boleśnie, iż znać powinni swoje miejsce, a brudne łapy spragnione kobiecego ciała trzymać precz przy sobie. Anamaria jest w stanie grozić bronią, jeśli zajdzie taka potrzeba, poszarpać lub zdrowo przyłożyć, ale i tak kocha te krzywe mordy, z którymi jest jej dane podbijać Karaiby. Chętnie uczestniczy w zabawach i bijatykach, pija z nimi rum i śpiewa szanty. Na pokładzie jest jednak jedna osoba, która budzi w niej respekt – kapitan. Każdy jego rozkaz jest dla niej świętością, nawet jeśli czasem uważa go za dziwny. Patrzy krzywo na lgnące do niego panienki, które najwidoczniej liczą na to, iż wkupią się w jego łaski i rozkochają go. Chociaż dobrze go nie zna, wie, że to niemożliwe, a każda, która się łudzi, jest skończoną kretynką, która zasłużyła w stu procentach na swój los naiwnej gąski (żeby nie określić tego brutalniej).
Nie przebiera w słowach, nie obchodzi jej, czy coś ci się nie spodoba czy też nie, szczera do bólu, nie obiecuje nic, czego nie jest w stanie spełnić. Zniszczyłaby każdy statek, na którym pływa chociaż jeden hiszpański żołnierz. Porozmawia nawet z byle szczurem okrętowym, byleby sobie za bardzo nie pozwalał. Nigdy nie zakochała się ponownie i zwątpiła w istnienie miłości. Jeśli miałaby z kimś już spędzić noc, to z osobą, której nie kocha. Lecz na szczęście nigdy do czegoś takiego się nie posunęła.

FC: Zoe Saldana
W tytule fragment piosenki I dreamed a dream z Les Miserables.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Aren't ordinary people adorable?



Mimo że urodził się w Irlandii, w wieku młodzieńczym wylądował na dworze angielskim. Jego rodzice byli wysoko postawionymi ludźmi, więc wyrobienie sobie odpowiedniej pozycji nie zajęło mu dużo czasu, zwłaszcza że od dziecka odznaczał się wysoką inteligencją. Z zewnątrz wydawał się być po prostu zwykłym szlachcicem, a jedyne, co wyróżniało go z tłumu to fakt, że nigdy nie pociągał go alkohol.
Wszystko to jednak było zwykłą grą, gdyż od dziecka miał również zadatki na psychopatę, co starannie ukrywał przed światem. Jako młody mężczyzna nie mógł już aż tak hamować swojej nudy wywołanej przewidywalnością życia szlachcica i postanowił zająć się czymś ciekawym – a mianowicie działalnością przestępczą. Oczywiście musiał z tym być bardzo ostrożny, ale dzięki wielu pośrednikom i lojalnym (oraz sowicie wynagradzanym) ludziom, wkrótce udało mu się zorganizować całkiem sprawnie działającą siatkę. Przyjmował zlecenia od najróżniejszych klientów, żadnemu z nich nigdy nie pokazując swej twarzy. Zawsze działał poprzez kogoś. Swego czasu nawet udało mu się pozbyć z dworu wyjątkowo cenionego doradcy króla, Sherlocka Smitha, poprzez pomoc pewnemu szpiegowi w podłożeniu jakichś ważnych papierów jego narzeczonej. Po tych wydarzeniach niestety w Anglii zaczynało robić się dla niego zbyt gorąco, gdyż bardzo szybko powiększający się majątek zaczął wzbudzać pewne podejrzenia i zazdrość, dlatego zdecydował się wyjechać i zacząć nowe życie w kolonii po zachodniej stronie oceanu.
Przez pierwszych kilka tygodni udało mu się żyć mniej więcej jak normalny człowiek, chociaż wciąż wspomagał swoich ludzi w Anglii, aby jego wyjazdu nie powiązani z nagłym spadkiem przestępczości w tym kraju. Długo jednak nie wytrzymał i wkrótce również tutaj sukcesywnie zaczął zaplatać swą sieć.
Całkiem nieźle posługuje się bronią białą, chociaż nie lubi brudzić sobie rąk i jak do tej pory nikogo nie zabił. Z powodzeniem również mógłby zostać aktorem, ale uważa tę pracę za nudną i woli stosować swe umiejętności gry w życiu codziennym. Za swoją jedyną słabość poważa niestałość charakteru i dużą zmienność. W jednym momencie może diametralnie zmienić podjętą przed chwilą decyzję. Lubi obserwować ludzi, przez co często można go znaleźć w którejś z karczm w Port Royal, przebranego za zwykłego człowieka.
Posiada siwą klacz arabską imieniem Frida.
Ah, zapomniałbym o najważniejszym. Nazywa się James Moriarty. Hi!


***

Chętny na wszelkie wątki, ale ze względu na sporo obowiązków (i wrodzone lenistwo), mogę odpisywać z pewnym opóźnieniem.

Kapitan bez statku to dupa nie kapitan.


Gregorius "Greg Szczęściarz" Moore
Kapitan bez statku i załogi

Tuła się tam i z powrotem, od Portu Royal po Tortugę i Antiguę.

Najczęściej można go znaleźć w portowej tawernie lub w centrum zamieszania.

Greg Szczęściarz od zawsze ciągnął za sobą pechowy ogon. Cudownym sposobem nabył umiejętność szybkiego przystosowywania się do każdej sytuacji, dzięki czemu zawsze spada na cztery łapy. Instynktownie reaguje na losowe zdarzenia. Dumny awanturnik o mniej lub bardziej kontrolowanych reakcjach. Jego wrodzony egoizm powoduje, że osadza wydarzenia z własnego punktu widzenia, jednym zdaniem : brakuje mi obiektywizmu. Bywa nawet niesprawiedliwy, tak dalece pewny swoich racji. Starzy przyjaciele twierdzili, że jego celem w życiu jest poszukiwanie przyjemności. Gregorius potrafi przyciągać problemy, jego charakter cechuje pewna chwiejność z którą trzeba walczyć. Szukanie poklasku popycha go do robienia z siebie widowiska i do miliona innych ekstrawagancji, nie zawsze w dobrym guście. 
Pewnego razu obudził się na zalanej słońcem, piaszczystej plaży Przeklętych Rubieży. Kiedy otworzył oczy przywitało go niebieskie niebo i pewna mewa, która na niego nasrała. I tyle Greg widział swoje szczęście. W oddali dostrzegł odpływający galeon, Brodatą Dziewicę. 
Od tego czasu w użytek weszło powiedzenie, że ma się tyle szczęścia co Greg na Rubieżach. 
_____________________
Nie potrafię tworzyć długich kart postaci. Kiedyś wystarczyło zdjęcie, to były czasy. 
Twarzy Gregowi użyczył Clive Standen, zdjęcie z serialu Camelot.
Lubię zaczynać, lubię wątki i rzucanie się na głęboką wodę. W wymyślaniu jestem kiepski. 
Autor się wita i kłania w pas oraz zaprasza na rum. 

sobota, 14 czerwca 2014

LISTA OBECNOŚCI

Wiecie drodzy autorzy co robić. Z zalogowanego kąta zgłaszać swoją obecność i ewentualne urlopy. Lista obecności trwać będzie do 19.06.

I'm not a hero, I'm a high- functioning sociopath.


Sherlock Smith
znany również jako
Dragon
Egoista, dupek, świnia/ Londyn porzuconym domem/ socjopata w najgorszym tego słowa znaczeniu/ przeklęty filozof od siedmiu boleści/ wariat i lizus/ romantyk, marzyciel i tkliwy mężczyzna/ niebanalna ideologia życia/ ledwie szczur okrętowy na Latającym Smoku/

Miał być jedną z tych ułożonych królewskich małpek, które skaczą wokół władcy ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Tylko coś poszło nie tak.

Szczęście nie opuszczało go od dziecka. Dobrzy, kochający rodzice, którzy załatwili mu prace w pałacu. Potem przyjemna wspinaczka po szczeblach tamtejszej hierarchii. Niezapomniane prace, które dostarczyły mu tyle radości i uformowały jego osobowość. Młoda służąca, która stała się kobietą jego życia. Chłopak stajenny, który szybko zasłużył na miano jego najlepszego przyjaciela. Został bliskim doradcą króla. Odpowiedzialna i dobrze płatna posada. I wtedy właśnie los postanowił się od niego odwrócić. Wszystko przez zakichanego szpiega, który postanowił wydać królewskie sekrety i wrobić w nie przypadkowo napotkaną kobietę. Wcisnął jej papiery, których posiadanie było stanowczo zakazane. Na nieszczęście Smitha kobieta ta była jego ukochaną, a on przez honor zabrał od niej dokumenty. Głupi patriotyzm kazał mu oddać dowody królowi. Niestety ten zinterpretował to zgoła inaczej. Sherlock wrócił do spalonego domu. Zastał martwych rodziców, a w okolicy opowiadało się o zwłokach jego zgwałconej narzeczonej pływających w rzece. Jego przyjaciel także przepadł na dobre. 

Teraz jest całkowitym przeciwnikiem angielskiego króla, a na tego dowód zaciągnął się w jednym z najbardziej plugawych portów świata. 

Z początku nie było mu łatwo. Opuścić Londyn.... dom... Jednak bolesne wspomnienia i listy gończe z jego podobizną uniemożliwiały pozostanie na miejscu. Wtedy jeszcze plugawcy mu nie ufali. Kojarzyli go jako towarzysza króla. Musiało upłynąć sporo wody, by w końcu zyskał należną mu opinię potwora. Jego inteligencja i brak empatii stały się największymi zaletami. Teraz po prostu wykorzystywał je w podlejszy sposób. Oczywiście nie potrafił zmienić się całkowicie i nigdy do końca nie za klimatyzował się na okręcie. Jego milczenie i wyniosłość spowodowane wysokim poziomem IQ odstręczały parobków Belzebuba, jak ich nazywano w miastach. Teraz stał się odmieńcem, który w jak największym stopniu stara się odizolować od ludzi. Zmienił kapitana i na szacunek musi pracować od nowa. 

List gończy

Powiązania

Pamiętnik

wtorek, 10 czerwca 2014

"Schowaj tą bron chłystku i przestań machać cłapskami bo ci je utnę"

 Morgana Illurandi
Kapitan "Mynheer" Donny Venerisy | Były oficer Oprawcy 
Wyspa Żółwia, Tortuga | Gdzieś na oceanie wschodnio-indyjskim
Córka Kata Morissona, Kapitana Oprawcy 
Dwadzieścia cztery lata na usługach diabła

Rapier | Rusznica | Kompas 
Plotka głosi, że posiada kilka magicznych artefaktów. 

List Gończy

Wszyscy widzą, że jak pirat to pirat : wygląda i zachowuje się jak pirat, nie zaś niczym wychędożony paniczyk. 
Kobieta, która została kapitanem! Daleko jej do niewinnej niewiasty, urodziła bowiem się w czasie i miejscu w którym mogła zostać jedynie rozwiązłą, portową dziwką. Los jednak sprawił, że obrała inny kurs i wzięła swoje życie we własne złodziejskie dłonie. Harda. Kiedy zabraknie rumu nie załamuje się. zawsze wszystko otrzymuje za darmo, niekoniecznie po dobroci. Nie przebiera w słowach, dyplomata z niej jak z koziej dupy trąba, cechuje się prymitywnym sposobem komunikacji, przeklinając potrafi obejść pokład dwukrotnie i ani raz się nie powtórzyć. Ciężkostrawny charakter sprawia, że mocno stąpa po deskach swojego ukochanego okrętu. Poszukuje przygód, złota,  przeklętych wiatrów oraz zemsty, ociekającej nie tylko krwią ale też i słoną wodą. Morgana jest przekonana, że w tym świecie nie opłaca się być dobrym a sprawiedliwość już dawno zatonęła lub została pożarta przez krakena.

Pirat piratowi bratem. Czasem trza jakiemuś przywalić, coby nauczył się porządnie żyć. 
Kodeks traktuje jak swoje sumienie, choć umowy interpretuje swobodnie jak to na porządnego pirata przystało. Wyznaje zasadę, że kto został z tyłu jest zostawiany z tyłu - prosta i bardzo egoistyczna zasada nakazująca by dbać tylko o swoje cztery litery. Na bakier z prawem, wbrew zasadom i moralności a za wrogów obrała sobie psy wojskowe oraz zdrajców, których nawet po swojej śmierci będzie ścigać. Jeśli ofiara nie rozumie argumentów słownych, Morgana używa tradycyjnej metody - powiadają, że ma żelazną rękę, uderza mocniej niż beczka rumu. 

Honor honorem, walka walką, ale generalnie chodzi o złoto. 
Zaciągnąć się do niej na służbę, to tak jakby być na usługach samego diabła. Jej załoga to najbardziej nikczemna zbieranina szczurów portowych, których nie widziano już dawno na pokładzie jednego statku. Jej żywot nierozerwalnie jest związany z morzem, podobnie jak jej kamratów. Za jaką straszliwą zbrodnie? Jakie milczące prawo człowieka, natury czy Boga złamali? Jaka przerażająca Nemezis zgubiła załogę i statek? Wolna wola oraz brak jakiejkolwiek moralności - sami wybrali los marginesu, starając się poskromić opętane i bezkresne wody oceanów, uznając kodeks piracki za własną Biblię.

_______________
Wrrr ...Nie mam pojęcia jak to się stało - poprzednią kartę usunęłam.
 


poniedziałek, 9 czerwca 2014

List Gończy


I like you begging. Do it again.


Anamaria Quesada
Latający Smok | Ogniomistrz | 28 lat wśród żywych | 8 lat na morzu

Wnuczka oficera floty hiszpańskiej – Tomasa Quesady oraz francuskiej kurtyzany, którą wyrwał z burdelu i poślubił – Aveline Blanc. Córka byłego artylerzysty Latającego Smoka – Hectora Quesady i porządnej brytyjskiej panny – Vivian Moonheart. Urodzona i wychowana w Porcie Royal przez dziadków i matkę.
Dorastała w domu, w którym nie brakowało niczego – oprócz ojca, który rzadko wracał z długich rejsów do niej i matki. Mimo wszystko kochał ponad życie swoje dwie perełki i dzielił się z nimi wszystkim, co tylko miał. Anamaria dostała wykształcenie od oczytanej Vivian. Od Hectora zaś otrzymała zamiłowanie do morza. Aby móc po nim pływać, kupił jej niewielką łódkę. Może i było to nic przy wielkich statkach, lecz została obdarzona większą miłością niż jakakolwiek rzecz kiedykolwiek. Kiedyś swoją dziecięcą rączką namalowała na niej napis ‘Dolly’. Czekała zawsze z niecierpliwością na powrót taty, by móc wypłynąć w morze i poczuć się jak prawdziwy korsarz.
Gdy miała ledwie lat siedemnaście, w Porcie Royal znalazł się jeden samotny żołnierz z Hiszpanii, Antonello Zaragoza, który zdobył młode serce porywczej wtedy dziewczyny. Nie widziała poza nim świata, nie obchodziła jej jego niejasna historia, planowała już od razu ślub, a nawet imiona przyszłych dzieci, na co Antonello jedynie przytakiwał z uśmiechem. Spędził z nią kilka miesięcy, dając jej złudne nadzieje, składając obietnice bez pokrycia i wykorzystując ją. Pewnego dnia zniknął razem z Dolly i więcej go już nie zobaczyła.
Gdy miała lat dwadzieścia, ojciec zszedł z Latającego Smoka na ląd po raz ostatni – na jednej nodze. Podczas rejsu miał poważny wypadek i nie był w stanie dalej służyć na pokładzie. W zamian za siebie zaoferował kapitanowi swoją jedyną córkę. Wątpliwa była jej wiedza i umiejętności, a każda rozmowa ojca z posiadaczem statku odbywała się poza jej plecami – w końcu wypłynęła w morze, lecz była to jedynie próba, którą zdała na stopień „może być, ale przyłóż się bardziej, jeśli nie chcesz nas posłać na dno”. Anamaria wzięła sobie do serca słowa kapitana i jak głupia pracowała nad sobą, aby być co najmniej taka jak ojciec.
Pływa już na Latającym Smoku ósmy rok. Przystosowała się szybko do życia wśród pirackich psów. Kilkoro z nich zapamiętało boleśnie, iż znać powinni swoje miejsce, a brudne łapy spragnione kobiecego ciała trzymać precz przy sobie. Anamaria jest w stanie grozić bronią, jeśli zajdzie taka potrzeba, poszarpać lub zdrowo przyłożyć, ale i tak kocha te krzywe mordy, z którymi jest jej dane podbijać Karaiby. Chętnie uczestniczy w zabawach i bijatykach, pija z nimi rum i śpiewa szanty. Na pokładzie jest jednak jedna osoba, która budzi w niej respekt – kapitan. Każdy jego rozkaz jest dla niej świętością, nawet jeśli czasem uważa go za dziwny. Patrzy krzywo na lgnące do niego panienki, które najwidoczniej liczą na to, iż wkupią się w jego łaski i rozkochają go. Chociaż dobrze go nie zna, wie, że to niemożliwe, a każda, która się łudzi, jest skończoną kretynką, która zasłużyła w stu procentach na swój los naiwnej gąski (żeby nie określić tego brutalniej).
Nie przebiera w słowach, nie obchodzi jej, czy coś ci się nie spodoba czy też nie, szczera do bólu, nie obiecuje nic, czego nie jest w stanie spełnić. Zniszczyłaby każdy statek, na którym pływa chociaż jeden hiszpański żołnierz. Porozmawia nawet z byle szczurem okrętowym, byleby sobie za bardzo nie pozwalał. Nigdy nie zakochała się ponownie i zwątpiła w istnienie miłości. Jeśli miałaby z kimś już spędzić noc, to z osobą, której nie kocha. Lecz na szczęście nigdy do czegoś takiego się nie posunęła.

FC: Zoe Saldana
Link do poprzedniej karty tutaj.